Advertisement

#Cannes2017 – dzień 3: Księżyc Jowisza i Okja

Niecierpliwi i wybredni canneńscy krytycy dostali swoje pięć sekund. Najpierw, tuż po zakończeniu prasowego pokazu węgierskiego filmu Księżyc Jowisza rozległo się głośne buczenie. Coś, na co w normalnej dystrybucji nie ma miejsca, jest lokalnym kolorytem francuskiej imprezy. Czasem, jak w przypadku obrazu Kornél Mundruczó, obrywa się dziełom ambitnym, ale nie do końca przemyślanym. Drugi raz, podczas projekcji Okja, buczano i klaskano tak głośno, że przerwano pokaz filmu. Nie wierzcie plotkom – rozeszło się tylko o format obrazu i usterkę techniczną. Nikt Netflixa nie chce z Cannes wyrzucać, a produkcja nie była streamowana z laptopa.

ksiezyc jowisza 01

Dwa lata temu węgierski reżyser opuszczał Cannes z nagrodą główną przeglądu Un Certain Regard za Białego boga. Tym bardziej wysokie były oczekiwania. A wiadomo, że spadanie z wysokiego konia boli najbardziej.

Zobacz również: Syn Szawła – recenzja filmu

Mundruczó wraca w nowym obrazie do tematyki uchodźców, nieproszonych gości i rosnącej ksenofobii (których metaforą w poprzednim filmie był los psów). Teraz mówi o tym wprost. Twórczo inspiruje się też innym dramatem węgierskim – Synem Szawła, laureatem Oscara: zarówno praca kamery, jak i motyw przyszywanego ojca wydają się wiązać te dwa tytuły. Pierwsze sceny Księżyca Jowisza, przywodzą też na myśl Szeregowca Ryana, pokazują dramatyczną przeprawę grupy uchodźców z Syrii przez granicę serbsko-węgierską. Wśród nich ojciec i syn. Najpierw mamy ujęcia z ciasnej ciężarówki, są płaczące dzieci, ludzie stłoczeni obok kur w klatkach. Jest rozkaz żeby wysiadać, wskakiwać do pontonu. „Już niedługo, po drugiej stronie jest Europa” mówi któryś z przemytników popędzając grupę. Dwie łodzie płyną i nagle rozpętuje się piekło. Straż graniczna oślepia reflektorami, krzyki, panika. Padają strzały, ludzie wpadają do wody. Kamera, w nieprzerwanym tańcu wokół bohaterów, towarzyszy im niemal cały czas. Kiedy synowi – Aryanowi – udaje się wydostać na brzeg, czeka go bieg przez las. Nie uda mu się uciec kulom wystrzelonym przez oficera policji. Czyżby to był koniec opowieści o naszym bohaterze? Nic bardziej mylnego. Nagle jego ciało wznosi się, zaczyna lewitować na lasem. W tej onirycznej wizji jest coś niepokojącego i wyzywającego zarazem. Chwila potem grawitacja za chwilę ściąga jego ciało na ziemię.

ksiezyc jowisza 02

Węgierski reżyser od zawsze miał skłonności do udziwnień i przesadności (wystarczy wspomnieć szpitalny musical Joanna), ale tutaj poszedł już bardzo daleko. Starając się ożenić tematykę uchodźców, religijnego kryzysu, rozwijających się nacjonalistycznych poglądów z quasi-superbohaterskim dramatem, thrillerem i filmem o więzi pomiędzy ojcem i synem, chyba zupełnie się zagubił. Przewodnikiem po węgierskim mieście czyni przekupnego doktora – Gabora Sterna (Merab Ninidze), który obsługuje obóz uchodźców. Kiedy tylko lekarz widzi na własne oczy cudowne zjawisko, z jakim ma do czynienia – w postaci lewitującego chłopaka – od razu widzi w nim swój bilet do niezłej kasy. Postanawia zabrać go ze sobą i wozić do zamożnych pacjentów, którzy za pokazany cud będą mu płacić (na jakiej podstawie tak myśli nie jest do końca jasne). Doktor obiecuje wydać pieniądze na nowe dokumenty dla chłopaka i pomoć odnaleźć jego ojca, ale tak naprawdę zbiera je z bardzo osobistych powodów.

ksiezyc jowisza 03

Z perspektywy wizualnej Księżyc Jowisza jest zrealizowany bezbłędnie: kamera w długich ujęciach towarzyszy bohaterom, wykonuje niemożliwe niemal obroty, unosi się, pływa, bierze udział w samochodowych pościgach. Jeżeli taki obraz nie zapewni Mundruczó biletu do Hollywood w pracy przy jakimś blockbusterze, to nie wiem, co ten reżyser musiałby jeszcze zrobić. Niestety, zabrakło kogoś, kto powiedziałby dość i posprzątał odrobinę myślowo treść filmu. Bo i ile z zapartym tchem patrzę na tą metaforę Europy (który jest, nota bene, księżycem Jowisza na którym ponoć znajduje się woda), to w przesłaniu czuję się zupełnie zagubiony, jak Aryan ganiany przez Gabora po mieście. O kilka scen z lataniem za dużo, o jeden wątek za bogato – jak dla mnie krótszy i bardziej treściwy film byłby arcydziełem. Aha, gdyby jeszcze nie ten irytujący post-synchron w dialogach. Ale to może da się dopracować przed tym, jak Księżyc Jowisza trafi do kin.

Ocena: 60/100

okja 01

Zaczęło się od prawdziwego dramatu, rozdmuchanego w mediach społecznościowych do niesłychanych proporcji. Otóż na porannym pokazie filmu Okja w reżyserii Bong Joon-ho (pierwszy w historii film kanału Netflix w konkursie w Cannes!) zacięła się zasłona osłaniająca ekran. Skutkiem tego była przysłonięta górna część obrazu wyświetlanego w kinie. Co normalnie zdarza się prawie w każdym normalnym przybytku X muzy, wyolbrzymione zostało przez oklaski i buczenie publiczności, domagającej się przerwania projekcji i naprawienia błędu – co zajęło obsłudze Teatru Lumiere jakieś 10 minut. I każdy napisał o tym na Twitterze. Ot, cała historia wielkiego skandalu.

Zobacz również: Zły format obrazu i logo Netflixa zamiast pokazu filmu Okja: w Cannes trwa debata

Natomiast sam film… Okja obiecywała wiele, ale być może apetyt został zanadto rozbudzony. Historia przerośniętej świnki przyjaźniącej się z małą dziewczynką jest może i wzruszająca, mądra i dobrze opowiedziana, ale zbyt dużo w niej klisz a za mało oryginalności, żeby mnie do końca zadowolić. Nie słyszałem też o tym, żeby ktoś nagle przeszedł na wegetarianizm.

okja 02

Film opowiada historię alternatywnej rzeczywistości, gdzie świat zmaga się z kryzysem żywnościowym, na który lekarstwem ma być nowy gatunek świni, odnaleziony w Chile. Korporacja Mirando, kierowana przez entuzjastyczną i błyskotliwą Nancy (Tilda Swinton) wyhodowała dwadzieścia sześć egzemplarzy super-świni i rozdała rolnikom na całym świecie. Za dziesięć lat poznać mamy owoce ich pracy, a najzdrowszy i największy okaz ma otrzymać tytuł najlepszej super-świni. Oczywiście będzie to Okja, hodowana wysoko w górach w Korei Południowej przez poczciwego farmera i jego wnuczkę (dziewczynka jest sierotą). Zwierzę urosło w oczach Miji do przyjaciela i kompana, a nie przyszłego składnika pożywnego obiadu. Potrafi nawet uratować swoją opiekunkę od niechybnej śmierci. Nie trudno domyśleć się, że kiedy po dekadzie w wiosce zjawi się reprezentujący Mirando popularny prezenter telewizyjny (Jake Gyllenhaal, zrzynający co można z Sachy Barona Cohena), by zabrać świnię do Nowego Jorku, dziewczynka nie podda się tak łatwo. W grę wkroczą też obrońcy praw zwierząt (pod wodzą Paula Dano), którym zależy tylko na tym, by Okja odzyskała wolność.

Zobacz również: Okja – pełny zwiastun nowego filmu Netflixa prosto z Cannes

Najbardziej zawiódł mnie fakt, że Bong Joon-ho idzie na łatwiznę i powtarza utarte schematy. Korporacje karmią ludzi kolorowym do znudzenia PR-rem, tak naprawdę mając w nosie zarówno prawa zwierząt, jak i zdrowie ludzi („musimy mówić te białe kłamstewka” wyznaje w pewnym momencie Nancy). Znana osobistość telewizyjna okazuje się być sadystycznym zwyrodnialcem, a wojownicy w walce o prawa zwierząt uczciwnymi do przesady młodymi ludźmi, którzy poświęcą wszystko dla dobra sprawy. Jest też wzruszająca wieź człowieka ze zwierzęciem (co widzieliśmy już w Host). Jedyne mroczne elementy filmu, pojawiające się pod sam koniec, przywodzą na myśl obozy zagłady. Tutaj ukazuje się drapieżność twórcy, którego ostre spojrzenie mogła odrobinę utemperować platforma dystrybucji tej produkcji.

okja 03

Realizacja jest pierwszorzędna i film ogląda się dobrze. Nawet na dużym ekranie Okja stworzona komputerowo wygląda świetnie. Koreański twórca zgrabnie żongluje konwencjami i gatunkami (film przygodowy, komedia, rodzinny dramat, science-fiction), lepiąc je w jedną całość. Dla mnie to trochę za mało jak na ambitny tytuł konkursowy. Może obejrzenie go osobno, poza festiwalowym kontekstem, zmieni moje zdanie. Wśród znajomych obecnych w Cannes opinie były podzielone, a kilka osób zażarcie broniło obrazu Bong Joon-ho. Film trafi na kanał Netflixa 28 czerwca i wtedy będziecie mogli ocenić go sami.

Ocena: 55/100

Zobacz również: relacje z poprzednich dni 70. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes 2017

Ilustracja wprowadzenia: matriały prawsowe

Redaktor

Dziennikarz filmowy i kulturalny, miłośnik kina i festiwali filmowych, obecnie mieszka w Londynie. Autor bloga "Film jak sen".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?