Guns Akimbo – recenzja filmu! Bang, bang, you’re dead

Obecna sytuacja na świecie uwypukliła nieco plany studiów filmowych i hierarchię filmów, jakie te wypuszczały. Największe, najważniejsze rzeczy czekają na powrót kin, a te, które w kolejce po portfele widzów były niżej, wpadają od razu na VOD czy serwisy streamingowe. Sytuacja dotyka wszystkich, a wyposzczeni kinomani z braku nowości muszą sobie radzić tym, co już jest. Premiery nie rozpieszczają, bo z nowych filmów, które w normalnym świecie zaraz weszłyby do kin, oddano tylko drugi sort. Mamy w związku z tym Bloodshota, którego Adam dopiero co poczęstował soczystą jedynką, czy właśnie omawiane tutaj Guns Akimbo. O ile w przypadku filmu z Dieselem trudno mi było znaleźć, nawet w obliczu obecnej sytuacji, choćby pół powodu, dla którego miałbym po niego sięgnąć, o tyle film z Danielem Radcliffem wydawał się już nieco bardziej interesujący. Niestety przed, a nie po jego seansie…

Nie lubię częstego powtarzania, jak to nieudane filmy nie wykorzystują swojego potencjału. W większości przypadków rozczarowani recenzenci lubią powtarzać bajkę o niespełnianych możliwościach filmu, a człowiek zastanawia się, gdzie one tak naprawdę były. W przypadku Guns Akimbo widzę je jednak na pierwszy rzut oka. To naprawdę jeden z tych filmów, które sprawny i utalentowany reżyser mógłby zamienić w perełkę. Niestety jednak na planie tej produkcji nie pojawił się nikt, który by to zrobił.

Wydawać by się bowiem mogło, że może to być kolejna ciekawa wariacja na temat hejtu, patostreamów i tego, co nas kręci w internecie. Mamy Skizm, czyli internetową rozrywkę polegającą na zabijaniu się nawzajem. Bez żadnych subtelności czy nuty undergroundu. Masz po prostu pojedynek dwójki ludzi, który kończy się w momencie, kiedy jedno będzie trupem, a wszyscy oglądający mogą bić prawo. Nie powiem, stanowi to znakomity punkt wyjścia do postrzelonego filmu akcji, który przy okazji zajmie jakieś stanowisko na temat tego typu rozrywek internetowych. Czego więc zabrakło?

Po pierwsze, wzięcia problemu w nawias, określenia co i w jakim tonie ten film chce nam powiedzieć. Nie jest ani odpowiednio zdystansowany do problemu, ani nie traktuje go odpowiednio poważnie. Jasne, nie da się tego zrobić równocześnie, ale pójście wyraźnie w jedną ze stron na pewno by mu nie zaszkodziło. Tutaj śmieszki związane z przyłączonymi bohaterowi do rąk spluwami nieporadnie zgrywają się z problemami odpowiedzialności za siebie i określeniem swojej roli w tym poronionym świecie. Oczywiście nie może zabraknąć problemów z oddaniem moczu czy zjedzeniem kawałka parówki, co nijak nie łączy się ze scenami, które mają wybrzmieć na poważnie. Także przez fakt, jak bardzo umownie wykreowano tutaj świat.

Ten Skizm sobie bowiem istnieje, za nic mając fakt, że jesteśmy cały czas w Stanach, w wielkim mieście, którego prawo nijak ma się do takich procederów. Dłużej od bycia podekscytowanym możliwością śledzenia nieskrępowanej akcji człowiek będzie się zastanawiał, jak w ogóle istnienie tej całej zabawy ma się do obowiązującego prawa. Dowodzi temu jakiś łysy typ, którego motywacje są nie do końca zrozumiałe, a który przede wszystkim nie wygląda na na tyle rozgarniętego, żeby dał radę pociągnąć za sobą tłumy i odpowiednio zabezpieczyć swoją działalność. Kto by się jednak tym przejmował.

Jeśli jednak nie jesteśmy w stanie zrozumieć całej otoczki, może uda się dostać trochę ciekawej i oryginalnej akcji, która nam trochę to wynagrodzi? No nie, tutaj też pudło, bo efektownych scen akcji zwyczajnie nie ma. Nie dostajesz tu zastrzyku adrenaliny, a po prostu ziewasz na kolejny zdjęty z taśmy produkcyjnej film akcji, który nie ma żadnego ciekawego pomysłu na zainteresowanie widza. Tutaj konwencja jest chyba najbardziej niewykorzystana.

Kiedy zabierałem się za ten film, myślałem, że będzie można w nim spędzić, nawet jeśli nieciekawych, to chociaż intensywnych kilkudziesięciu minut. Nie jest jednak przypadkiem, że film ten nie czekał na powrót do kin, a trafił, przynajmniej w Polsce na VOD, w dodatku nie na największą z platform. Na pewno jednak powiększy on naszą tęsknotę za kinami i premierami lepszymi od tej.

Film dostępny w CDA Premium.

Redaktor prowadzący działu recenzji filmowych

Od 2015 w Movies Room, od 2018 odpowiedzialny za działalność działu recenzji filmowych. Uwielbia Wesele Smarzowskiego, animacje Pixara i Breaking Bad. A, no i zawsze kiedy warto, broni polskiego kina.

Kontakt pod l.kolakowski@moviesroom.pl

Więcej informacji o
,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?