Advertisement

Miłość jest wszystkim – recenzja najlepszej polskiej komedii romantycznej roku!

Jan Olafa Lubaszenki przez pewien splot wydarzeń zostanie Świętym Mikołajem. W pierwszej scenie musimy więc obserwować, jak przyjeżdża z kimś prosto z Finlandii. A zgadnijcie, jaka piosenka zaczyna lecieć w tle, gdy pierwszy raz, akurat, gdy oboje chowają swoich zmarłych ojców w tym samym zakładzie pogrzebowym, wpadną na siebie Agnieszka Grochowska i Maciej Musiał. Ja Wam nie powiem, ale tak, pewnie zgadliście. Subtelność jest w Miłość jest wszystkim w typowej dla naszej rodzimej komedii romantycznej formie. Na szczęście nieco lepiej wypada cała reszta. Na tyle, że z czystym sumieniem mogę założyć, że wchodzący w ten piątek na ekrany kin film będzie najlepszym przedstawicielem tego gatunku w 2018 roku. A także że jest nadzieja, aby umilił nam święta w równie dobrym stylu, co parę ładnych lat temu pierwsze Listy do M.

Miłość jest wszystkim to kolejna wielowątkowa historia plejady bohaterów, którym w święta przydarzają się zarówno mniejsze i większe niepowodzenia, jednak przeplecione ogromnymi pokładami wyjątkowej miłości. Postaci przez film przewija się tak dużo, że nawet trudno byłoby mi stwierdzić, którą uznać za główną, a który wątek za kościec filmu. Mamy piłkarza otrzymującego swój świąteczny prezent. Mamy stoczniowca, który w przypływie emocji rzuca pracę, a potem nie wie jak powiedzieć o tym coraz bardziej rozżalonej żonie. Wreszcie mamy wspomnianego Jana, który z przypadku robi karierę jako telewizyjny Mikołaj. Nie brzmi to oryginalnie i na pewno takowe nie jest, bo obejrzymy tu praktycznie każdą kliszę kina TVN-owskiego, jaką znamy. Diabeł, który sprawia, że bardzo przyjemnie się to ogląda, tkwi jednak w szczegółach.

fot. Akson Studio

Twórcy znajdują tu bowiem to, czego inni w znakomitej więskzości doszukać się nie potrafią. Chodzi o balans, który sprawia, że nigdy w historiach bohaterów nie jest za słodko ani zbyt gorzko. Mamy mnóstwo uroczych scen, które potrafią rozbawić, rozśmieszyć i wzruszyć. Częsty zarzut, jaki mam wobec tego typu komedyjek, to ich jałowość. Oglądasz, nudzisz się, nic specjalnego się nie dzieje, a na koniec nawet za specjalnie nie wiesz, co oryginalnego mógłbyś powiedzieć o tym, co widziałeś. Tutaj jest inaczej, bohaterom nadaje się historie, motywacje, a i co lepszym aktorom film daje się wykazać. Mniej lub bardziej, ale raczej wszyscy z tego korzystają.

Zobacz również: Planeta singli 2 – recenzja sequela przebojowej komedii romantycznej!

Najlepiej wypadają w tym filmie dwie panie, nieco mniej raczej znane. Mówię tutaj o Julii Wyszyńskiej i przede wszystkim Aleksandrze Adamskiej. Jeśli ktoś nie kojarzy nazwisk, czym prędzej odsyłam do HBO GO, czy gdziekolwiek gdzie można obejrzeć Atak paniki. Obie panie dały show w absolutnie postrzelonym filmie Pawła Maślony, jednak wyglądają na rozdygotane do tej pory, bo takie postacie im tutaj wręczono. Znakomita jest zarówno pełna wątpliwości i coraz bardziej zagubiona Ewa, jak i śliczna, choć mająca duże problemy z samooceną Wanda. Nawet jeśli scenariusz każe im zrobić coś głupiego (a czasem każe) to są w stanie z tego wybrnąć z twarzą. I uśmiechem na niej.

fot. Akson Studio

Miłość jest wszystkim to także kolejny tytuł, który korzysta z dobrodziejstw coraz bardziej odchodzącej do lamusa telewizji. Wątek dużego programu telewizyjnego mieliśmy już w Narzeczonym na niby, niedawno w Planecie singli 2, teraz wraca po raz kolejny. Wiąże się ze świątecznym festynem ufundowanym przez piłkarza granego przez Mateusza Damięckiego i może pokazać całej reszcie, jak powinno się taki wątek przeprowadzić. Nie jest pretekstem do wielkiego rozwiązania historii naszych głównych bohaterów, a dodaje filmowi mnóstwo ciepełka. Trudno się jednak dziwić, jeśli dyryguje nim Joanna Kulig. Bardzo dobrą decyzją jest również zmiana miejsca akcji na Gdańsk. Przejadłay nam już się trochę pocztówki ze stołecznej starówki, a przecież ta ze stolicy Pomorza również jest niczego sobie. Nie wiem, czy nawet nie ładniejsza.

Zobacz również: Dziadek do orzechów i cztery królestwa – recenzja bajecznie pustej produkcji

Przyczepić się można tego, jak film traktuje temat śmierci. Śmiechy z tragicznej bądź co bądź sytuacji zawsze są nie na miejscu, jednak tutaj wybitnie się nie udały. Do tego scena, która robi bohatera z naszego Świętego Mikołaja, jest absurdalna. Te dwie kwestie i wspomniany tak nachalny, że aż uroczy brak subtelności są dość dużymi rysami, jednak wciąż na jak najbardziej udanym tworze.

fot. Akson Studio

Dobra komedia romantyczna nie potrzebuje więc Maffashion czy innych gwiazdeczek, bo można i do niej zatrudnić plejadę porządnych aktorów, z których umie grać praktycznie każdy. Nie potrzebuje także reklam Berlinek, a jeśli już to potrafi wpleść je subtelnie i żeby oczy nie bolały. Tak samo, jak nie musi nawet opowiadać specjalnie oryginalnej historii, wystarczy, że do znanych już klisz doda trochę werwy i serduszka. Z polskimi komediami romantycznymi ostatnio było mniej więcej tak, jak z naszą ekstraklasą piłkarską. Duże to, ładnie opakowane, jednak jakość za specjalnie nie powala. Zachowując to porównanie, Miłość jest wszystkim jest w tej Ekstraklasie taką Legią Warszawa. W dodatku tą sprzed dwóch lat, która coś tam nawet pograła w Lidze Mistrzów.

Redaktor prowadzący działu recenzji filmowych

Od 2015 w Movies Room, od 2018 odpowiedzialny za działalność działu recenzji filmowych. Uwielbia Wesele Smarzowskiego, animacje Pixara i Breaking Bad. A, no i zawsze kiedy warto, broni polskiego kina.

Kontakt pod l.kolakowski@moviesroom.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?