Advertisement

Sala samobójców. Hejter – recenzja filmu. Krew na klawiaturze

Świeżo po sukcesie Bożego ciała podczas ceremonii rozdania Polskich Nagród Filmowych Orły 2020 na ekrany kin wchodzi Sala samobójców. Hejter. To kolejny owoc współpracy reżysera Jana Komasy ze scenarzystą Mateuszem Pacewiczem. Tym razem twórcy wzięli na warsztat zjawisko internetowego hejtu i opowiedzieli nieoczywistą historię o współczesnym braku moralności.

Sala samobójców. Hejter nie jest sequelem głośnego filmu Jana Komasy sprzed 9 lat. To raczej obraz pokrewny tematycznie, osadzony w tym samym świecie i połączony jedną z postaci drugoplanowych. Komasa, niewątpliwie utalentowany reżyser, odpowiadał w swoich pierwszych filmach za scenariusz i miał problem z narracją. Sala samobójców była w polskim kinie czymś świeżym, ale jednocześnie dalekim od ideału. Celowała w tak wysokie tony, że chwilami popadała w niezamierzoną śmieszność. I w tym momencie na scenę wkroczył Mateusz Pacewicz. To dzięki niemu w następnych filmach Komasy pomimo poważnej tematyki znalazło się miejsce również na humor i ironię. Najnowsza produkcja wyróżnia się o wiele bardziej precyzyjnym scenariuszem. Zawarta w nim historia jest bowiem w równych proporcjach dramatem psychologicznym, thrillerem, a nawet satyrą.

Sala Samobójców. Hejter

© Fot Jaroslaw Sosinski / NAIMA FILM

Fabuła skupia się na losach Tomka Giemzy – studenta prawa wydalonego z uczelni z powodu popełnienia plagiatu. Ukrywa jednak ten fakt i nadal otrzymuje pomoc finansową od państwa Krasuckich, których zna z czasów dzieciństwa. Podkochuje się w ich córce, żyjącej od jednej imprezy do kolejnej. Jest pomiędzy nimi trudna do przeskoczenia różnica klas, a Tomek pragnie udowodnić światu, że nie jest gorszy ze względu na swoje pochodzenie. Rozpoczęcie pracy w agencji PR-owej pozwoli mu na wykorzystywanie mediów społecznościowych do burzenia wizerunków rozpoznawalnych ludzi. Granice będą się przesuwały coraz dalej, a kolejne decyzje Tomka będą miały wpływ na życie polityczne stolicy.

Zobacz również: Pan T. – recenzja filmu opowiadającego o losach artysty w powojennej Warszawie

Filmy powstające w Polsce często są tak bardzo zaklęte w tu i teraz, że dla zagranicznych widzów mogą być w dużym stopniu niezrozumiałe. Zanurzone w lokalnym bagienku z bagażem doświadczeń całego narodu. Sala samobójców. Hejter jest dziełem na tyle uniwersalnym, że może zaangażować publiczność w innych krajach. Wpisuje się bowiem w nurt współczesnego, mainstreamowego kina społecznego. Parasite, Nędznicy, Joker – wszystkie z tych nominowanych do Oscara obrazów poruszały wątki rozwarstwienia społecznego i wzrastających niepokojów mogących się przyczynić do wybuchu przemocy. Film Komasy jest naturalną, polską odpowiedzią – śledzimy losy antybohatera, już od samego początku trochę innego i moralnie zepsutego. Fabuła toczy się jednak w taki sposób, że można zrozumieć jego postępowanie, a nawet w niektórych sytuacjach stanąć po jego stronie. To przecież współczesny karierowicz – dziecko swoich czasów. Śmiertelnie niebezpieczny właśnie w świecie internetu, gdzie anonimowość zapewnia bezkarność. Swoimi umiejętnościami odpowiadający na potrzeby świata. Gdy ktoś mówi mu, że jest zdolny, bystry, bezczelny, szybki i mógłby robić tyle innych rzeczy, odpowiada: „Mógłbym, ale po co?”.

Sala Samobójców. Hejter

© Fot Jaroslaw Sosinski / NAIMA FILM

Zobacz również: W lesie dziś nie zaśnie nikt – nowy zwiastun polskiego filmu grozy!

Najnowszy film Komasy można określić jako satyrę po trupach do celu. Ma wiele wspólnego z takimi zapomnianymi obrazami jak Szczeble kariery Michaela Rimmera (1970) albo Szok dla systemu (1990). Główni bohaterowie osiągali tam swoje cele dzięki przebiegłości, a nie byciu szlachetnym. Warstwa satyryczna staje się jednak problemem filmu, który chciałby być traktowany nie tylko poważnie, lecz także w odniesieniu do aktualnych wydarzeń w Polsce. Rozwój fabuły jest dosyć umowny, przez co niektóre fragmenty mogą się wydawać mniej przekonujące. Choćby Agata Kulesza wcielająca się w bezlitosną przełożoną Tomka jest przerysowana tak bardzo, że bliżej jej do przeciwniczki Bonda niż do Agaty Kuleszy z pierwszej Sali samobójców. Może i błyskotliwa kontynuacja losów postaci, ale jednocześnie krok za daleko w fascynacji złem i pokazywaniu zepsucia współczesnych korporacji. Politykę wolę zostawić mądrzejszym, choć uczynienie homoseksualnego, lewicowego polityka jedynym względnie sympatycznym bohaterem filmu mówi chyba samo za siebie, w którym kierunku idą sympatie twórców. Pomimo narzekania trudno odmówić Pacewiczowi scenopisarskiej dojrzałości. Przejawia się m.in. we frazesach przechodzących przez usta kolejnych bohaterów lub Tomku adaptującym się niczym kameleon do oczekiwań otoczenia.

Rzadko poświęcam cały akapit jednemu aktorowi, ale film w całości spoczywa na barkach Macieja Musiałowskiego. Dla młodego, początkującego aktora to rola-marzenie, która może się również okazać przekleństwem. Bo jeśli tak fantastycznie rozpoczyna się karierę, to jak potem utrzymać taki wysoki poziom? Musiałowski dostał okazję do przeprowadzenia swojego bohatera przez całe spektrum emocji. Tych prawdziwych i udawanych, powstrzymywanych i wybuchających ze zdwojoną siłą. Kamera w wielu momentach skupia się wyłącznie na jego twarzy, kiedy za pomocą subtelnych środków aktorskich musi pokazać zmiany w zachowaniu. Warto w tym przypadku wspomnieć o samym castingu, ponieważ nietypowa uroda Musiałowskiego idealnie pasuje do odgrywanej przez niego postaci.

Sala Samobójców. Hejter

© Fot Jaroslaw Sosinski / NAIMA FILM

Zobacz również: Polskie filmy 2019 – ranking najlepszych filmów

Trio Komasa-Pacewicz-Musiałowski nadaje ostateczny kształt produkcji. Ostatnim elementem twórczej symbiozy jest właśnie sama reżyseria. Komasa ufa swoim współpracownikom, dzięki czemu może w pełni poświęcić się inscenizowaniu kolejnych scen. W filmie możemy zobaczyć prawdopodobnie najbardziej sensualną scenę tańca w klubie gejowskim w historii polskiego kina. Jest również neonowa sekwencja silent disco ze zmieniającymi się kolorami i szkoda jedynie, że bohaterowie nie zostali w tej ciszy na dłużej. Reżyser umiejętnie buduje napięcie prowadzące do znakomicie zaaranżowanego punktu kulminacyjnego, który zaczyna rozgrywać się gdzieś zupełnie poza kadrem. Ponadto wie, kiedy przyspieszyć akcję, a kiedy zostać z bohaterami i pozwolić im na dłuższą interakcję. Ma to swoje odzwierciedlenie w montażu – tempo opowieści pozwala wybrzmieć wszystkim niuansom scenariusza Pacewicza.

Sala samobójców. Hejter to produkcja unikająca kompromisów, będąca mocnym uderzeniem dla widza spodziewającego się łatwego seansu. Prowokująco analizuje współczesny świat, w którym według tej historii na każdego dobrego człowieka przypada kilku złych. A za każdym technologicznym dobrodziejstwem kryje się zagrożenie. Film dogłębnie smutny i zapadający w pamięć, kreujący jednego z najciekawszych antybohaterów polskiego kina. Film, który można z dumą pokazywać za granicą, więc niech współpraca Komasy z Pacewiczem trwa jak najdłużej.

Ilustracja wprowadzenia: © Fot Jaroslaw Sosinski / NAIMA FILM

Fan westernów, kina noir i lat 80. Woli pisać o filmach niż o sobie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Aleksander pisze:

Świetna pierwsza część no i druga równie udana polecam właśnie wróciłem z kina.Dobry film który daje do myślenia..

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?