Skandal. Ewenement Molesty – recenzja. „Zawsze i na wieki to liryczny fenomen (…)”

Polska zachłyśnięta nową rzeczywistością. Kilku młodych chłopaków z zajawką. Nasienie nowego buntu, które trafiło na urodzajną ziemię. Jednak powiedzieć, że film dokumentalny Bartosza Paducha opowiada wyłącznie o tym, to co najmniej niedopowiedzenie. Opowiada o czymś znacznie więcej i robi to w sposób mistrzowsko płynny.

„Ja w ogóle nie lubię chodzić do kina, a szczególnie nie chodzę na filmy polskie w ogóle.” cytując słowa wypowiedziane przez Maklakiewicza. No bo po co, kiedy srebrny ekran nawet w tak trudnych czasach obradza w dobrodziejstwa w postaci hollywoodzkich filmów o superludziach w przyciasnych trykotach? No bo po co, kiedy Papryk Patryk Vega wypuszcza kolejny film swojego Paprykwersum, który jest nowy, chociaż wygląda jak poprzedni i jeszcze wcześniejszy, a grają w nim te same twarze? I tutaj nagle wkracza Bartosz Paduch z ekipą. Z polskim filmem dokumentalnym. Zarówno polski jak i dokumentalny dla niektórych może być dzisiaj czymś zniechęcającym. Cóż można wobec tego rzec… Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.

Głównymi postaciami, na których zogniskowana jest historia przedstawiona w filmie Skandal. Ewenement Molesty, są Vieniu oraz Włodi – założyciele ekipy Mistic Molesta. Istotnymi osobami w zawiązaniu narracji są także oczywiście Kaczy i DJ Volt, bez których nie powstałby ten muzyczny kolektyw, niestety zabrakło tutaj – oprócz krótkich fragmentów – samego Pelsona, ale czemu tak się stało, dowiemy się już podczas tras promocyjnych filmu. Produkcja opowiada nam o kolejnych etapach istnienia składu – początkach znajomości na warszawskich osiedlach, fascynacji subkulturą hip-hopu, która przez ocean trafiła do post-peerelowskiej Polski lat 90., pierwsze kroki współpracy z wytwórnią muzyczną, wspólna kariera i (niestety) jej kres.

Zobacz również: Pętla – recenzja nowego filmu Patryka Vegi! Antoni Montana

To co znamienne dla filmu Paducha to wyjątkowa harmonijność przedstawienia historii. Nie jest to dokument fabularyzowany, bo jego formuła jest znacznie ponad takimi oczywistościami. Sekwencje ujęć, muzyka, wypowiedzi uczestników przedstawionych wydarzeń i cała kompozycja prowadzą historie niesamowicie płynnie, a cała „fabuła” rozgrywa się w umyśle odbiorcy, odpowiednio zatężona i lekka w danym momencie. We właściwym tempie i spójnie, przez co nawet jeśli wydaje się, że są pewne niedopowiedzenia, to sami, analizując karierę składu, możemy sobie dopowiadać.

Skandal to jednak film nie tylko o jednych z prekursorów polskiego rapu. To także film o działaniu pazura czasu, o ewolucji – społeczeństwa, relacji oraz pojedynczych osób znajdujących się w coraz to nowej rzeczywistości. Opowiada też w pewien sposób o dojrzewaniu, przemijaniu i o uczeniu się jednej z prawd dorosłości – nic nie jest wieczne. I może tym pozornie wyolbrzymionym porównaniem mogę wepchnąć się na widły i żagwie krytyków filmowych, ale ośmielam się twierdzić, że w tym przekrojowym ukazaniu swego rodzaju ewolucji jest pewna esencja z Odysei kosmicznej Kubricka. Chociaż w nieco innym aspekcie i w mniejszej skali.

Do tego należy jeszcze wziąć pod uwagę to, że reżyser to ktoś, kto nie był nigdy zafiksowany i czołobitny (co wcale nie jest czymś złym, jakkolwiek pejoratywnie może brzmieć) na punkcie hip-hopu. Dzięki temu dokument jest bardziej przystępny dla szerszego grona widzów, niezależnie, czy „czuje” twórczość Molesty, czy jest się niedzielnym fanem wczesnego polskiego rapu. Właśnie dzięki temu zdystansowanemu spojrzeniu dokument Paducha nie jest skażony dysharmonizującym subiektywizmem, a zaletą filmu jest to, co zdaniem Włodiego było zaletą również Molesty – brutalna szczerość. Jedynym minusem jest to, że dokument chwilami zdawał się być spolaryzowany nieco bardziej na Vieniu, który zawsze był najbardziej rozgadanym członkiem kolektywu. Więcej grzechów nie pamiętam.

Zobacz również: 25 lat niewinnosci. Sprawa Tomka Komendy – recenzja filmu! Ja nic nie zrobiłem…

Skandal. Ewenement Molesty to film poruszający wiele tematów, przecinający wiele aspektów życia w atrakcyjny, nieodklejony sposób, bez zacietrzewionego fanbojstwa. Jest słodki, gorzki, sentymentalny i prawdziwy, a o taki nie brzmiący fałszem akord często wykluczających się wartości jest naprawdę ciężko. Jest to film dokumentalny, który przez dobre 60 minut swojego trwania nie znudził mnie ani na chwilę, a uczciwie przyznaję, że w momencie powstawania Molesty nie byłem jeszcze nawet embrionem, więc obawiałem się, że projekcja dzieła Paducha mi po prostu nie „siądzie”. A siadło i to bardzo celnie. Dlatego też polecam tę strawę dla ducha niezależnie, czy początki rapgry w Polsce są Ci bliskie czy też nie. To uniwersalna opowieść o ludziach, których ulica popchnęła do poezji.

Redaktor

Mały, szary człowiek. Tak podsumowałby go pewnie Adam Ostrowski. Albo też "bardzo dziwny, zaczarowany chłopiec" jak zrobiłby to Nat King Cole. Niepoprawny politycznie obserwator współczesności - świata, kina, książek i gier wideo.

Więcej informacji o
, , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?