Advertisement

Na pierwszy rzut oka: oceniamy początek 1. sezonu „Marvel’s Jessica Jones”!

Nadchodzi nowa królowa dzielnicy!

W Hell’s Kitchen robi się naprawdę gorąco, bowiem pojawił się na horyzoncie nowy superbohater. A konkretnie – superbohaterka. I choć wielu osobom kobieta w tego typu produkcji w głównej roli na ekranie kojarzyć się może mało pozytywnie (wystarczy przytoczyć tutaj niesławną „Catwoman” z Halle Berry), to w tym przypadku możemy już chyba rozwiać pierwsze obawy. Po wielkim sukcesie „Daredevila” Netflix nie ma zamiaru zwalniać i wypuszcza serial oparty na stosunkowo nowym, popularnym komiksie, a jego pierwszy odcinek dowodzi, że „Jessica Jones” nawet nie myśli o tym, by oddać pole Mattowi Murdockowi.

Prawdę powiedziawszy, określenie „superbohaterka” odnosi się do naszej protagonistki raczej z lekkim naciągnięciem faktów – przynajmniej jeżeli chodzi o chwilę, gdy ją poznajemy. Kobieta odrzuciła swoje  poprzednie życie, zostając prywatnym detektywem, zajmującym się głównie tropieniem niewiernych partnerów. Przeszłość jednak daje o sobie znać, i to podczas jednego ze, zdawałoby się, rutynowych zleceń. Jessice przyjdzie wkrótce wybierać pomiędzy pozostaniem w ukryciu a zmierzeniem się z podążającą za nią mroczną przeszłością.

MARVEL'S JESSICA JONES

Tak samo jak „Daredevil”, „Jessica Jones” nie jest typowym serialem superbohaterskim. Świetne intro znakomicie nastraja nas na to, co przyjdzie nam oglądać. Najnowsza propozycja studia Netflix łączy ze sobą cechy typowe dla gatunku z subtelnymi motywami znanymi z kina noir. Tego rodzaju narracja świetnie wkomponowuje się w strategię, jaką twórcy „Jessiki Jones” obrali w swoim pilocie: powolne wprowadzanie widza w intrygę. Większą część odcinka poświęcono na zapoznanie się z metodami pracy i sposobem życia głównej bohaterki. Aż do ostatnich kilkunastu minut trudno więc o porywające sceny akcji, fabuła nie zachwyca swą złożonością, dialogi zaś również póki co nie wybijają się przed szereg. Jednak tym, co nie pozwala nam oderwać się od oglądania, jest gęsty, bardzo niepokojący klimat. Niemal na własnej skórze czujemy ciemne zakamarki Hell’s Kitchen, obserwujemy z napięciem nawet najbardziej prozaiczne zmagania Jessiki. Dzieje się tak, ponieważ co jakiś czas podsycana jest atmosfera wiszącej nad nią groźby – czy to poprzez strzępki retrospekcji, czy inne zabiegi, oderwane od codziennej rutyny naszej pani detektyw. I rzeczywiście, niema obietnica zostaje spełniona już w ostatnich scenach. Koniec końców ciężko zatem o lepsze zwieńczenie odcinka.

Marvel's Jessica Jones

Wielkim atutem jest znakomita gra Krysten Ritter. Jej Jessica Jones jest pełna charyzmy, niezależna, a do tego jeszcze czuć od niej pewien niezbędny magnetyzm. Na dziś niełatwo jest sobie wyobrazić lepszą kandydatkę do tej roli. Nieco gorzej jest z drugim planem. Jak na razie jej wątek z Lukiem Cagem (Mike Colter) zawodzi. Pierwsze spotkanie w barze było zbyt szybkie, bez błysku, a i zakończyło się mało porywająco – tak jakby twórcom zabrakło czasu na pociągnięcie go w tym odcinku. Niezbyt dobrze wypadły również dwie ważne postacie kobiece – Jeryn Hogarth (Carrie-Anne Moss), która stara się być tajemnicza, a w efekcie jest zwyczajnie nijaka, oraz stara przyjaciółka Jessiki, Patricia Walker, potrzebująca chyba nieco więcej czasu na wizji, by czymś przyciągnąć. Na szczęście wciąż mamy znakomicie wprowadzaną postać głównego antagonisty, Killgrave’a, którego gra znakomity David Tennant. Jak dotąd słychać było jedynie jego głos, co jest prawdopodobnym przedsmakiem późniejszych popisów aktora. A jeżeli ich poziom będzie rósł wprost proporcjonalnie do pojawiania się Tennanta na ekranie, nawet wirtuozersko zagrany Kingpin (Vincent D’Onofrio) ma prawo czuć się zagrożony.

jessica jones 3

Pierwszy odcinek „Jessiki Jones” pozostawił więc po sobie więcej niż dobre wrażenie, i tylko pewne nieudane elementy nie pozwoliły dać jeszcze wyższej oceny. Wszystko jednak, co do tej pory nie poszło, jest jak najbardziej do naprawienia – a jeżeli choć część tych wad zostanie zniwelowana, a zalety podtrzymane, drugi sezon „Daredevila” będzie miał nie lada zagwozdkę, jak odzyskać panowanie w Hell’s Kitchen.

jessica jones poster

Redaktor

Miłośnik literatury (w szczególności klasycznej i szeroko pojętej fantastyki), kina, komiksów i paru innych rzeczy. Jeżeli chodzi o filmy i seriale, nie preferuje konkretnego gatunku. Zazwyczaj ceni pozycje, które dobrze wpisują się w daną konwencję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?