Thunder Force – recenzja filmu Netflix. Grupa grzmot… ale bez grzmotu

Żyjemy w czasach, gdzie co rok otrzymujemy masę nowych produkcji skupionych na superbohaterach. Marvel i DC dominują ten rynek, ale od czasu do czasu w nasze ręce trafi film lub serial o trochę mniej znanych bohaterach. Dobrym przykładem jest The Umbrella Academy od Netflix, czy też The Boys od Amazona. Oba te seriale są wyjątkowe i wyróżniają się czymś w tym superbohaterskim świecie. Thunder Force niestety jednak nie jest jedna z tych produkcji.

Thunder Force to kolejny film z gatunku komedia-akcja z superbohaterami w centrum. W rolach głównych występują Mellisa McCarthy, Octavia Spencer, Jason Bateman oraz Bobby Canavale. Produkcja została napisana oraz wyreżyserowana przez Bena Falcone, twórca takich filmów jak Tammy czy Dusza Towarzystwa. Można więc się domyślić, jaki typ produkcji otrzymaliśmy.

Film opowiada o dwójce przyjaciółek – Lydia i Emily, które po latach rozłąki na nowo się spotykają. Lydia jest tą głupią, wszystko olewającą i buntowniczą dziewczyną, a Emily mądrym i samotnym kujonem. Rodzice Emily zostali zabici przez złoli tego filmu, czyli przez miskreantów. W związku, z czym kujonka poświęca wiele lat, aby znaleźć sposób, aby powstrzymać miskreantów. W końcu taki sposób znajduje, ale jej dawna przyjaciółka Lydia, trochę komplikuje sprawę. Lydia otrzymuje super siłę, którą pierwotnie miała otrzymać Emily. Nie ma jednak szansy, aby to odwrócić, więc Emily musi zadowolić się niewidzialnością. Jako dwie superbohaterki z problemami, muszą powstrzymać głównego złoczyńcę tego filmu oraz kandydata na premiera Chicago.

Thunder Force

Thunder Force, Netflix

Kiedy pierwszy raz zobaczyłem powyższy zwiastun, byłem już praktycznie pewny, że to będzie chłam, do którego trudno mi będzie przysiąść na 2 godziny. Tak jednak nie było. Film mnie zaskoczył, ale nie zachwycił. Jest to komedia akcji więc zacznijmy od tej komediowej strony filmu. Praktycznie każda „zabawna” scena z Melissą McCarthy zażenowała mnie i wzbudziła we mnie pytania typu „czemu ja nadal oglądam ten film?”. Postać grana przez aktorkę – Lydia, gdzieś na początku filmu otrzymuje nadludzką siłę, ale jeszcze przed tym zdaje się posiadać nadludzką głupotę. Trudno mi było śmiać się z jej „akcji”, gdyż były one przesadnie durne. Co jednak najgorsze postać ta potrafiła rzucić nawet zabawny tekst, ale zaraz po nim zamęczała go na śmierć. Całe szczęście Lydia to nie jedyna postać w tym filmie. Druga główna postać, grana przez Octavię Spencer, Emily jest bardziej do wytrzymania. Co prawda nie jest ona tzw. „comic relief”, czyli tą zabawną postacią, ale miała kilka nawet śmiesznych kwestii. Jedyną postacią, która uratowała tę część filmu jest postać grana przez Jasona Batemana – Człowiek Krab. Tak, Człowiek Krab… Postać ta miała potencjał na naprawdę zabawne sceny, i wyszło to całkiem dobrze.

Thunder Force

Thunder Force, Netflix

Zobacz również: Godzilla vs. Kong – recenzja blockbustera o pojedynku potworów. Waga półciężka

Teraz przejdźmy do tej gorszej części… akcja w Thunder Force była super nudna. Za każdym razem, gdy dwie główne bohaterki walczyły ze złolami, walki nie dość, że były bez jakiegokolwiek pomyślunku, to trwały kilka sekund. Widać po prostu było, że te sceny akcji były tam wrzucone, tylko aby przywrócić uwagę widza, który nadal przetwarza głupotę Lydii. Jest za to jedna scena, w której ktoś miał jakiś pomysł. Dzięki Bogu, że jest to ta finałowa walka z głównym superzłoczyńcą. Nie trwała ona 5 sekund, posiadała całkiem dobrą choreografię, a nawet w jednym momencie mnie zaskoczyła. Jedna scena nie broni jednak całego filmu.

Thunder Force

Thunder Force, Netflix

Warto także powiedzieć kilka słów o fabule Thunder Force. Jest… ok. Kolejna produkcja o początkach superbohaterów, którzy muszą połączyć siły, aby zwalczyć wielkie zło panujące w mieście. Bla, bla, bla… widzieliśmy to milion razy. Nie jest to oczywiście złe, ale brak tutaj jakiejkolwiek oryginalności, czy pomysłu na coś nowego. Jedyną rzeczą, która odbiega od podstawowego konceptu filmu o superbohaterach, jest to, że główne bohaterki są trochę innych rozmiarów. Jeśli to ma przyciągnąć widzów, to chyba osiągnęliśmy nowe dno. Skoro już się czepiam wyglądu, to poruszę temat kostiumów. Stroje superbohaterów to zawsze bardzo ważna rzecz w filmach tego typu. Tutaj, te stroje po prostu są. Jeśli dasz dziecku kredkę i powiesz, żeby narysowało Supermana, to ono to zrobi bez problemów. Natomiast, jeśli po obejrzeniu Thunder Force, dasz dziecku kredkę i powiesz, żeby narysowało Lydię czy Emily to prawdopodobnie ono będzie miało problem z przypomnieniem sobie, jak ten strój wyglądał. Stroje w tym filmie są nijakie i tak samo jak większość filmu – bez pomysłu.

Thunder Force

Thunder Force, Netflix

Zobacz również: Marvel wysłuchał próśb! Zemo Cut opublikowane!

Wspomniałem na początku, że film mnie zaskoczył, ale nie wytłumaczyłem jeszcze jak. Otóż nie wiem jak, ale film mnie nawet wciągnął. Mimo żenującej komedii i nijakiej akcji film miał naprawdę dobry flow, postacie były cholernie proste, więc nie trzeba było się jakoś wymóżdżacz, aby zrozumieć jakiś wątek, a na sam film przyjemnie się patrzyło. Ale czy jest to film warty polecenia? Jeśli nie macie co robić, to tak, myślę, że można przynajmniej spróbować. Thunder Force posiada kilka zabawnych gagów, interakcje, między dwiema głównymi bohaterkami są całkiem dobrze zbudowane, a ostatnia walka wydaje mi się być warta obejrzenia. Więc tak jeśli macie czas to obejrzyjcie Thunder Force, ale pamiętajcie, że nie jest to perfekcyjny film, i jak na komedię akcji to wypada nie najlepiej.

Wieloletni pasjonat filmów, zapalony gracz konsolowy, wielki fan komiksów i miłośnik seriali.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sneap pisze:

Dwie grube baby ubrane w lateks super. Dobrze że są studia które nie mają co z pieniędzmi robić. Dobry plan!

Nowe technologie

Wejdź do świata nowych technologii na: Tech-Room logo
Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?