Baywatch. Słoneczny patrol – recenzja filmu, w którym gra The Rock, The Rock i The Rock

Słoneczny patrol działa jedynie podpierając się na ramieniu sentymentu, ale jest to sentyment bardzo silny, bo nawet piszącego te słowa pchnął kiedyś w kierunku uprawnień na ratownika wodnego. Głupot w oryginalnym serialu było od groma – mało tego, że wielokrotnie David Hashelhoff wraz z brygadą przekraczali uprawnienia ratownicze, wchodząc na teren działań policji, to wraz z kolejnym sezonem i edycjami serial wypłukiwał się z pomysłów, a sprężystość mięśni Mitcha Buchannona spadała wraz z oglądalnością. To czynienie z ratowników wodnych policjantów od wszystkiego jest świetnym punktem wyjścia dla żartów i podobnie jak w reaktywowanej serii 21 Jump Street – to mogło się udać, jednak Baywatch Setha Gordona średnio sobie radzi zarówno przy ratowniczej rozgrzewce, jak i na długim dystansie. A szkoda, bo jest w nim również odrobinę miłości.

Baywatch Słoneczny Patrol 1

Słoneczna Floryda. Polityka, układziki i PR wdzierają się również na plażę, na której ratowniczymi zdolnościami wykazują się charyzmatyczny kapitan Mitch (Dwayne Johnson naoliwiony bardziej niż dotychczas, choć nikt nie sądził, że to możliwe), jego asystentka Stephanie oraz nieco głupiutka, ale sympatyczna i młodziutka C.J. Parker. Poznajemy ich w czasie rekrutowania nowych ratowników, wśród których prym wiodą Summer Quinn oraz nieporadny Ronnie. Standardowa procedura przerwana jest przez dwukrotnego złotego medalistę Brody’ego (Zac Efron), którego władze chcą koniecznie umieścić w drużynie Mitcha, aby poprawić swój wizerunek. Niesubordynowany i mający trudności z pracą zespołową Brody musi odsunąć na bok swoje wybujałe ego i wyłowić w sobie bohatera, ponieważ w okolicy ktoś handluje na większą skalę niebezpiecznym narkotykiem zwanym flakką. Należy w tym momencie zapytać, czemu sprawą nie zajmuje się policja, lecz ratownicy wodni, ale szybko okazuje się, że to jeden z najmniejszych problemów w wewnętrznym porządku logicznym filmu.

Baywatch Słoneczny Patrol 2

Szkoły remake’ow są dzisiaj trzy – albo próbuje się oddać ducha oryginału, aktualizując treść pod współczesne trendy; albo robi tak zwany mroczny reboot (infantylne treści stają się poważniejsze, ton filmu również). Trzecia droga zakłada, że oryginalny twór był tak czerstwy, że nie da się tego chleba zjeść bez pokaźnej warstwy tłustego masełka – idealnym przykładem jest seria 21 Jump Street, która zrobiła z młodzieżowego serialu kryminalnego szaloną komedię. Żeby taki przeszczep się udał, potrzeba wyczucia i umiejętności żonglowania popkulturowymi nawiązaniami. Seth Gordon nie jest Phillem Lordem i Christopherem Millerem, dlatego gubi się w zmąconej wodzie komizmu: a to zaserwuje przaśny żarcik o penisach, a to przejedzie się na sentymencie (bardzo wymuszone gościnne występy), między tym wszystkim jest poważnie o narkotykach i odpowiedzialności zawodowej. Najbardziej nieautentycznie film wypada, gdy chce uderzać w dramatyczne tony, jednak szybko zostaje to przykryte wspomnianymi penisami. Zresztą – przyrodzeń tutaj nie braknie. Słoneczny Patrol ma aż trzy sceny z pindolami: pierwszy we wzwodzie, drugi między sztachetami ławki, ostatni u trupa w kostnicy. Takie to żarciki właśnie. Niezbyt śmieszne przy większości tyrad dialogowych, trafione w co drugim podejściu, a przeuroczy The Rock wchodzi w reakcje chemiczne z każdym oprócz partnera, Zaca Efrona. Są też ciapowate comic reliefy, które obrażają komediowe scenopisarstwo. Nawet przemoczony, lichy scenariusz dałoby się ratować na grzejniku u bardziej wyluzowanego reżysera, niestety Seth Gordon nie pozwala wybrzmieć żadnemu wątkowi, mielizny narracyjne przykrywa graficznymi bajerkami, a ścieżka dźwiękowa wydaje się być pomysłem ratowanym na stole montażowni. To zabrzmi seksistowsko, ale plusy tego filmu stoją głównie pięknymi paniami z olejkiem spływającym po klatce piersiowej i wyrzeźbionym w kości słoniowej uśmiechu Dwayne’a Johnsona. A szkoda, bo wątek Brody’ego, gdyby dać mu więcej czasu, byłby świetną metaforą artystycznej pokory, która twórcom jakby w połowie produkcji po prostu uciekła. W konsekwencji widzimy produkt, który choć utrzymuje się na wodzie dzięki energicznemu machaniu łapami, to jego styl pływania zostawia wiele do życzenia. 

Redaktor

Z wykształcenia polonista i kulturoznawca. Stworzyły go filmy, może go też zabiją.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?