Ralph Demolka w internecie – recenzja sequela przebojowej animacji!

Ralph Demolka to był ten bohater Disneya, który odnalazł swą filmową tożsamość w stereotypowości. Wielki złoczyńca z gry, nie za lotny, ale w sumie dobry chłopak, w dodatku niepotrafiący znaleźć w innych żadnego uznania. Nie brzmi zbyt ciekawie, ale bardzo interesujące było, przez to, czym był pierwszy film o jego przygodach z 2012 roku. O stereotypowym bohaterze w świecie automatów do gier Disney zrobił bowiem bardzo niestereotypowy film. Pomimo tematyki zdołał on zwyciężyć nie tylko za sprawą nostalgii, ale przede wszystkim, dzięki przyjaznemu duetowi, jaki Ralph stworzył ze swoją nową kumpelą, Vandelopą Usterką von Cuks. Z sequelem jest jednak nieco inny problem. Stereotypowość, o której wspomniałem, w przypadku wizyty w Internecie przeszła bowiem już tylko na fabułę. Dlatego mamy do czynienia z filmem fajnym, który mógł być ogromnie fajny. Wystarczyło chwilę dłużej pomyśleć nad historią.

Zobacz również: Bumblebee – porządny film o Transformerach, którego nie reżyserował Michael Bay

Od wydarzeń z pierwszej części minęło 6 lat. Ralph ma przyjaciółkę i jest już, wydaje się na zawsze, szczęśliwy. Jego robota polega na tym, by raz na jakiś czas wejść do swojej gry i zabawić dzieci. Mamy więc sielankę, ale jednocześnie stabilizację. Wszystko zmienia się, gdy do kontaktu w salonie zostaje podpięty ostatni kabel. Wyskakuje wówczas tajemniczy napis WiFi, a wraz z nim zupełnie przypadkiem gra Wandelopy się psuje. Nieco zbyt wyrywna pani grając, wyrwała kierownicę. Zapasowa sztuka dostępna jest na eBayu, jednak okazuje się zbyt droga, aby właścicielowi salonu opłacało się ją sprowadzić. Dlatego też będzie trzeba znaleźć ją samemu. Z pomocą przyjdzie to dziwne urządzenie ze znanym już wszystkim dzieciom znaczkiem.

fot. Disney

Pomysł i koncepcja na ten film są absolutnie znakomite. Ralph poznający Internet daje takie bogactwo kontekstów, że tylko głupi, by z niego nie skorzystał. Twórcy filmu korzystają i robią to często znakomicie. Pierwsza wizyta w Internecie, wyskakujące z różnych miejsc reklamy, formy płatności na platformie eBay czy wyszukiwarka internetowa są zaprezentowane pomysłowo i absolutnie fantastycznie. Najbardziej podobał mi się jednak pomysł z wizualizacją użytkowników. Każdy człowiek jest w tej sieci specjalnym awatarem z kwadratową głową, będącym dokładnie takim samym, jak osobnik znajdujący się obok. Czasami pomysłowość rozwiążań i wykorzystanie środowiska, w jakim naszym bohaterom przyszło przebywać, przypominały tak błyskotliwe dzieła, jak pixarowe W głowie się nie mieści czy Zwierzogród. To jdnak trzeba autorom zapisać na duży plus.

Zobacz również: TOP 30 – Najlepsze filmy 2018 roku!

Niestety jednak fabuła nie nadążyła,  trawią ją bowiem dwie cechy charakterystyczne dla przeciętnych historii: przewidywalność i pójście na łatwiznę. Kilka razy filmowe zwroty akcji szepnąłem sobie pod nosem jakieś 30 minut przed tym, jak na ekranie kinowym pokazało się dokładnie to, co zdołałem wydedukować. Poza tym bardzo często historia lubi pójść na skróty. Włamanie się do Internetu, do którego nie wszedł nikt wcześniej, zajmuje naszym bohaterom kilka sekund, a zrobienie kariery na portalu ala YouTube to kwestia doby, nawet niecałej. Morał też jest co prawda oklepany, ale okazuje się być bardziej przyjemny i wynikający z charakterów naszych bohaterów.

fot. Disney

Warstwa techniczna filmu to oczywiście perełka. Oczywiście, bo przecież to animacja za 175 milionów dolarów. Wygląda cudownie, zróżnicowanie stron internetowych i poszczególnych gier jest intrygujące oraz fascynujące. Film wejdzie do naszych kin tylko w wersji z dubbingiem, w którym świetnie, podobnie jak w pierwszej części, wypadają Jolanta Fraszyńska i Olaf Lubaszenko. Polska wersja wypada dobrze, ale oryginału z Gal Gadot czy Johnem C. Reilly też chętnie bym posłuchał.

Zobacz również: Spider-Man Uniwersum – recenzja najlepszej animacji 2018 roku!

Duży epizod w tym filmie należy do księżniczek Disneya, a jego głównym zadaniem jest podświadome dołączenie naszej Wandelopy w swoje szeregi. Choć dziewczynka jest jeszcze młoda (i zważając na pierwszą część, chyba specjalnie nie rośnie), już pcha się w szeregi zajmowane przez Vaianę, Meridę, Elsę czy Śnieżkę. Bardzo dobrze, niech się pcha, bo jej film będzie, po tej części, równie ważnym ogniwem układanki Myszki Miki. Ralph Demolka w internecie jest bowiem bają do pokochania. Nie będzie to miłość idealna, ale jednak cały czas związana jest z tym, jak dużo świetnych i błyskotliwych rozwiązań nam tu zaoferowano. A miłość przecież wiele może wybaczyć. Nawet tak duże braki w podstawach opowiadania ciekawej historii.

Redaktor

Z zawodu publicysta. W redakcji Movies Room recenzuje filmy już od 2015 roku. Uwielbia produkcje Pixara, "Wesele" Smarzowskiego i Breaking Bad.

Kontakt pod [email protected]

Twitter: xkolek1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Androneq pisze:

Pomysł z użytkownikami sieci również genialny. Tak się tym jarałem, ze postanowiłem siebie narysować jako użytkownika. Ale to niezbyt wyszło.

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?