Skazani na siebie – recenzja filmu. Ona, on i lockdown

Poprzedni rok zaskoczył wszystkich i na pewno wielu z nas chciałoby o nim jak najszybciej zapomnieć. Oczywiste było jednak, że twórcy filmowi bardzo szybko podejmą temat pandemii kreującej zupełnie nową, stawiającą kolejne ograniczenia rzeczywistość. Skazani na siebie w reżyserii Douga Limana to bodaj pierwsza premiera z gwiazdorską obsadą, osadzona w realiach lockdownu, a przy tym wciąż pozostająca kinem rozrywkowym.

Czy jesteśmy w ogóle na takie filmy gotowi? Wciąż czujemy się w tej rzeczywistości niekomfortowo i czy chcemy ją jeszcze dodatkowo oglądać na ekranie? Bardzo łatwo mieć uprzedzenia, gdy spojrzymy na sam proces produkcji. Na pierwszy rzut oka może się bowiem wydawać, że to skok na kasę. Film Skazani na siebie zrealizowano w błyskawicznym tempie – od pierwszego pomysłu do premiery online minęło zaledwie kilka miesięcy. Znajdą się na pewno osoby na tyle uprzedzone, że nie dadzą nawet tej produkcji żadnej szansy. A moim zdaniem to błyskotliwie skonstruowana, kameralna komedia romantyczna, chwytająca w wielu scenach emocje towarzyszące przymusowej izolacji. Przypominająca, że filmy z tego gatunku wcale nie muszą być infantylne i zamykające się w jednym, niezmiennym schemacie. Choć muszę przyznać, że mam słabość do scenariuszy pisanych przez Stevena Knighta. Brytyjczyk potwierdził w filmie Locke z Tomem Hardym, że dobrze się czuje w opowieściach rozgrywających się w zamkniętej przestrzeni i opartych przede wszystkim na dialogach. Także jeśli ktoś ma pisać kino gatunkowe osadzone w realiach lockdownu, to właśnie on.

Skazani na siebie

fot: materiały prasowe

Film Skazani na siebie opowiada historię Paxtona (Chiwetel Ejiofor) i Lindy (Anne Hathaway). To para znajdująca się na skraju separacji, ze względu na sytuację pandemiczną zmuszona do tego, aby przebywać w jednym mieszkaniu. Linda jest coraz bardziej rozczarowana pracą na wysokim stanowisku w korporacji, a Paxton wciąż odczuwa konsekwencje swojej kryminalnej przeszłości. Oboje tęsknią za czasami beztroskiej młodości. Nieoczekiwanie izolacja stanie się okazją do wskrzeszenia dawnych uczuć oraz wyjścia z okowów kapitalizmu stawiającego wyżej wartość pieniądza niż wartość jednostki.

Zobacz również: Listy do M. 4 – recenzja czwartej części najpopularniejszej polskiej komedii romantycznej. Święta, święta i po świętach

Scenariusz Knighta zderza ze sobą dwie konwencje – komedii romantycznej i heist movie. Planowany przez bohaterów napad jest tak naprawdę jedynie pretekstem do humorystycznego spojrzenia na łączącą ich relację. Zresztą cały proces przygotowania operacji kradzieży diamentu pokazany jest z przymrużeniem oka, tak jakby scenarzysta doskonale zdawał sobie sprawę z odtwórczości tego wątku. W pierwszej kolejności to komedia romantyczna wywracająca do góry nogami schemat opowieści znany z kraju nad Wisłą. Otóż Paxton i Linda otwarcie ze sobą rozmawiają, mówią o tym, jak się czują, wylewają frustracje i przestają się wstydzić własnych słabości. Wymiany zdań pomiędzy nimi są bardzo dynamiczne, przypominają szermierkę słowną, za którą chwilami trudno nadążyć. Dzięki temu możemy jednak uwierzyć w to, że postaci mierzą się z realnymi problemami i mają szansę na nowy początek.

Skazani na siebie

fot: materiały prasowe

Na drugim planie przewija się cała galeria znanych aktorów, którzy występują… online. Znaczna część interakcji (spotkania służbowe, rozmowy z przyjaciółmi) odbywa się przez internetowe komunikatory. Było to nie tylko dużym ułatwieniem realizacyjnym, lecz wydaje się również naturalne w kontekście samego pomysłu na film oraz momentu realizacji przypadającego na początek jesieni. Nikogo nie zaskoczy więc pewna teatralność i statyczność. Dopiero w ostatnim akcie twórcy wrzucają piąty bieg, a bohaterowie chodzą po opuszczonym centrum handlowym, zastanawiając się: ukraść czy nie ukraść, oto jest pytanie. W kluczowej scenie mamy piękny, ironiczny komentarz na temat współczesnego świata zdominowanego przez wielkie korporacje. A film zostawia nas z nadzieją; może w tym wszystkim jest jeszcze miejsce dla człowieka i może w każdej sytuacji da się odnaleźć coś dobrego.

Zobacz również: Batman: Sekta – recenzja komiksu

Nie chcę zdradzać nazwisk aktorów pojawiających się epizodycznie dzięki łączeniu się przez komunikatory internetowe. Najważniejsi są przecież Chiwetel Ejiofor i Anne Hathaway. Można odnieść wrażenie, że udział w tym projekcie był dla dwójki aktorów terapeutycznym przeżyciem. Oboje pokazują talent komediowy, często grając na granicy szarży, ale nie robią ze swoich postaci karykatur. Humor pojawia się zarówno w potyczkach słownych bohaterów, jak i w ironicznym podejściu do konwencji gatunkowych. Jest też trochę absurdu zauważalnego chociażby w powtarzającym się gagu z pewnym amerykańskim twórcą literatury grozy. Nawet te potencjalnie dramatyczne wydarzenia jak rozmowa Lindy z szefem, będącym seksistowskim bucem, utrzymane są w lekkim tonie.

Skazani na siebie

fot: materiały prasowe

No dobra, więc jak to jest – czy Skazani na siebie to skok na kasę? Według mnie nie, to projekt zrealizowany na szybko pod wpływem chwili, ale znakomicie zagrany i obracający ograniczenia realizacyjne na własną korzyść. A inteligentnie skonstruowane kino rozrywkowe, będące komentarzem na temat rzeczywistości oraz nawiązujące do trudnych emocji odczuwanych podczas lockdownu, jest na pewno czymś godnym uwagi. Bo pozostawia z optymistyczną myślą, że cokolwiek by się nie działo, to kino przetrwa.

Film do obejrzenia na HBO GO.

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Fan westernów, kina noir i lat 80. Woli pisać o filmach niż o sobie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nowe technologie

Wejdź do świata nowych technologii na: Tech-Room logo
Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?