Advertisement
Advertisementpixel

Parasite – recenzja koreańskiego filmu nagrodzonego Złotą Palmą w Cannes!

Nie było w tym roku w Cannes filmu, który otrzymałby lepsze przyjęcie. Chwalony przez krytyków i publiczność szybko sprawił, że gorączka Tarantino, która ogarnęła Croisette, poszła w zapomnienie.

Tego samego dnia, w którym Cannes oszalało na punkcie Pewnego razu… w Hollywood, premierę miała koreańska produkcja Parasite. Reżyser filmu, Joon-ho Bong, który gościł na francuskim festiwalu dwa late temu ze zrealizowaną dla Netflixa Okją, przebił najśmielsze oczekiwania nawet największych sceptyków. Powracając do klimatu swoich najlepszych filmów, takich jak Zagadka zbrodni i Matka, udowodnił po raz kolejny, że w kinie liczą się nie tylko nazwiska czy budowanie klimatu, ale opowiadanie fascynujących historii.

Kadr z filmu Parasite / fot. materiały prasowe

Kadr z filmu Parasite / fot. materiały prasowe

Żyjąca w ubóstwie czteroosobowa rodzina otrzymuje szansę poprawy swojej beznadziejnej sytuacji. Syn dostaje pracę jako prywatny tutor języka angielskiego dla młodej dziewczyny z bogatej rodziny, żyjącej w pięknej posiadłości, która jest jak niebo i ziemia w porównaniu do ich normalnych warunków. Biedacy mieszkają w piwnicy, z oknem na ulicę, na której podpici przechodnie oddają mocz, tuż przed ich oczyma. Polegają na wifi z mieszkania obok, a obiady zjadają w kantynie dla taksówkarzy. Ich najbardziej ambitna próba zarabiania pieniędzy to składanie pudełek na pizzę. Oszczędzają na wszystkim, nawet odkażanie ulicy widzą jako możliwość darmowego wyczyszczenia mieszkania z robali. Postanawiają więc zostawić otwarte okno…

Zobacz również: Cannes 2019: Bong Joon-ho zgarnia Złotą Palmę za Parasite! [LISTA LAUREATÓW]

Ta rodzina oportunistów może jest leniwa, ale nie głupia. Chłopak szybko dostrzega możliwość pomocy reszcie krewnych. Jego siostra, w innym życiu zdolna fałszerka albo artystka, a obecnie zbijająca bąki bezrobotna, zaczyna przekonująco odgrywać rolę genialnej studentki sztuki, która mogłaby pomóc synowi bogaczy w odkrywaniu malarskiego talentu. Dzieci organizują też plan zatrudnienia ojca na miejsce obecnego szofera oraz matki, która miałaby zastąpić opiekującą się dezajnerskim domem gosposię. Ojciec z matką błyskawicznie się uczą nowego fachu, prowadzenia luksusowego samochodu i przygotowywania wykwintnych potraw. Wiedzą, że ta ciężka praca bardzo im się opłaca, bo wreszcie mogą zacząć żyć jak królowie. Aż do pewnego deszczowego wieczora.

Kadr z filmu Parasite / fot. materiały prasowe

Kadr z filmu Parasite / fot. materiały prasowe

Perfekcyjnie zrealizowany heist movie to tylko pierwszy akt Parasite. Niczym w To my Peela, rodzina z podziemia fortelem wchodzi do życia warstwy uprzywilejowanej, funkcjonując tam na zasadzie pasożytów. Klocki w tej historii układają się same i nie sposób nie podziwiać rezolutnej rodziny (i twórców filmu) za genialny i widowiskowy plan. Ale jak to z doskonałymi projektami bywa, coś musi pójść nie tak. Nadchodzące w drugim, a potem trzecim akcie filmu twisty, wywracają akcję do góry nogami. Z niesamowitą przyjemnością oglądamy ten zaczynający rządzić światem bohaterów chaos. Parasite płynnie przeistacza się w dreszczowiec, bo nigdy nie brakuje tutaj suspensu, a kolejne sekwencje sprawiają, że oddech wstrzymuje się na zmianę z salwami śmiechu.

Zobacz również: Diego – recenzja dokumentu o Maradonie prosto z Cannes!

Jest tu jeszcze ostry komentarz społeczny i czarna komedia. Film ten mówi wiele o dzielących ludzi różnicach, które wynikają z braku lepszych środków do życia. Powraca pytanie o warunki wychowania kształtujące naszą osobowość – tematy, które porusza w swoich filmach inny genialny reżyser, Hirokazu Kore-edy, twórca nagrodzonych w ubiegłym roku Złotą Palmą Złodziejaszków. Kiedy bohaterowie z sutereny stają się stałymi gośćmi w luksusowym domu, jest coś, czego nie są w stanie się pozbyć: zapachu stęchlizny. Ten upokarzający szczegół będzie jednym ze źródeł dramatu w filmie. Bo choć mamy tu do czynienia z czarną komedią, nie wszystko będzie można sprowadzić do żartu, a każda akcja ma swoje konsekwencje. Zła karma zawsze wraca.

Kadr z filmu Parasite / fot. materiały prasowe

Kadr z filmu Parasite / fot. materiały prasowe

Bong Joon-ho pokazuje w swoim najlepszym jak do tej pory filmie, że jest mistrzem budowania napięcia, łączenia powagi z humorem, kreatywnego opowiadania historii i tworzenia postaci. Te ostatnie nigdy nie są karykaturami, nie są jednoznacznie złe czy dobre. To one są kluczem do zaangażowania się w oglądaną na ekranie historię.  W naprawdę trudny do uchwycenia sposób, przy dużej ilości bohaterów, udało mu się stworzyć widowiskowy kalejdoskop charakterów. Nie dziwi zatem, że znakomicie przyjęty w Cannes Parasite otrzymał na tym festiwalu najważniejszą z nagród.

Ilustracja wprowadzenia i plakat: materiały prasowe

Redaktor

Dziennikarz filmowy i kulturalny, miłośnik kina i festiwali filmowych, obecnie mieszka w Londynie. Autor bloga "Film jak sen".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Krokus55 pisze:

z ogromną przyjemnością przyjmę historię kinową ( o ludzkości PASIONEJ ŻYCIEM )każdy z NAS mógł urodzić się G_dzieś ….indziej.

Siejejor pisze:

Bardzo zachęcająca recenzja..piona

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?