Quebonafide: Romantic Psycho Film albo jak woli Que „historia zblazowanego rapera” – recenzja dokumentu

Quebonafide oparty o stół cicho rapuje. Kamera odjeżdża coraz dalej i widzimy go siedzącego samotnie oraz odizolowanego od reszty gości wagonu restauracyjnego kolei transyberyjskiej. Ta jedna z początkowych scen z Quebonafide: Romantic Psycho Film to właściwie esencja tego, co zobaczymy później. W filmie stworzonym przez rapera i Red Bulla mamy do czynienia z zapisem podróży artysty wątpiącego, toczącego wewnętrzną walkę i wyruszającego na wyprawę mającą być katalizatorem do skończenia nowej płyty oraz opowieścią o pasji do „życia totalnego”, poznawania rzeczy, miejsc, ludzi. Dodać należy też, że to również produkcja, która nie wychodzi poza bycie czymś w rodzaju prezentu dla fanów i dodatku do najnowszego krążka. Albo celuloidowego odpowiednika instastory, które zobaczyć można na dużym ekranie na trwającym Festiwalu Filmowym Millennium Docs Against Gravity.

W innej, a do tego jednej z nielicznych scen, w których Quebonafide konstruuje dłuższą wypowiedź do kamery, opowiada on o swoim zmiennym nastroju i chwiejnym nastawieniu do powstającego dokumentu. Mówi, że w jednej chwili ma ochotę być jego uczestnikiem, a w następnej najchętniej porzuciłby projekt. Cóż, firma Red Bull Media House, która zrealizowała film, wybrała sobie do współpracy trudną osobowość. A do tego osobę stroniącą od mediów i dzielenia się swoją prywatnością. Z jednej strony mamy więc sukces archiwalny, bo film jednak odkrywa i zapisuje nam na wieki popularnego rapera w kilku sytuacjach pozamuzycznych i pokazuje portret wytatuowanego prawie na całym ciele muzyka, który jest koncertowym wulkanem energii, a poza sceną okazuje się być kompletnym tego przeciwieństwem, bo cichą, skrytą, apatyczną osobą, nie odczuwającą przyjemności ze swojej wyprawy. Z drugiej strony, po obejrzeniu całości pozostaje wrażenie, że ta niechęć mogła być stanem dominującym. Na film składa się niecałe 40 minut, a zarejestrowany materiał pozostawia wrażenie niedosytu i lepienia całości z oszczędnego materiału.

Zobacz również: Skandal. Ewenement Molesty – recenzja. „Zawsze i na wieki to liryczny fenomen”

quebonafide patrzy w odbicie w lustrze

fot. kadr ze zwiastuna Quebonafide: Romantic Psycho Film

Na pewno sporym urokiem filmu jest to, że Romantic Psycho Film nie jest kolejnym typowym dokumentem o gwieździe muzyki i jej zmaganiach z wymaganiami przemysłu rozrywkowego. Dostajemy historię o quebonafidowym tu i teraz, czyli chwili z życia artysty, który zdobył muzyczny Olimp, a teraz pragnie Everestu i to go przytłacza. Wgłębianie się w przeszłość, elementy biograficzne, droga do sławy? Nie ma na to miejsca,, bo i tytuł sam sugeruje, że to opowieść o pewnym wycinku z życia zdobywcy Fryderyka za Somę 0,5 mg. Przez dowody odniesionego sukcesu twórcy przemykają szybko przebitkami z dużych koncertów, nagród, a o popularności zaświadcza scena, gdy sława niespodziewanie dopada rapera nawet kilka tysięcy kilometrów od granic Polski. Nie ma tu też żadnych opowieści o polskim przemyśle muzycznym, środowisku raperów, konfliktach czy sprawach prywatnych, a nawet nachalnego marketingowego epatowania nową muzyką, która to pojawia się  głównie w wersji instrumentalnej i służy wyłącznie jako przyjemna ilustracja do niektórych scen. Niewiele w filmie i fragmentów ze studia nagraniowego, a co ciekawe, prędzej usłyszymy unikalne rymy, które nie znalazły się na płycie. Całość dokumentu skonstruowana jest właściwie jak komediowe kumpelskie kino drogi, chociaż nie takie jakie znamy z amerykańskiego kina, a bardziej przypominające spokojne slow cinema, w którym to najbardziej dramatycznym momentem jest debata nad zmianą trasy podróży, a najbardziej szalonym decyzja o kolejnym małym tatuażu czy dziki taniec na pustyni. Niewiele tu wypowiedzi wprost do kamery, gdyż skupia się ona głównie na chwytaniu momentów zadumy muzyka, toczących się wewnątrz niego rozterek oraz śledzeniu reakcji Quebonafide oraz KrzyKrzysztofa, youtubera i hypemana muzyka, w kolejnych miejscach eskapady. Czasem jeszcze wplątywane są inscenizowane i humorystyczne mini-teledyski, w których Quebo rapuje na tle nieznających polskiego współpasażerów czy przypadkowych chińskich seniorów. Poza tymi nielicznymi ustawionymi scenami Romantic Psycho Film nie opuszcza naturalność oraz nasza sympatia do bohaterów filmu. Oglądamy w końcu niskobudżetową wyprawę, podróż dwóch chłopaków, którzy nie lecą w Emirates na jednym z lepszych miejsc, a leżą na twardej pryczy kolei transyberyskiej i pomieszkują w zagrzybiałych hostelach, a jeden z nich mozolnie odzyskuje wiarę w napisane przez siebie teksty, które musi tylko poskładać niczym puzzle na swój nowy album.

Quebonafide: Romantic Psycho Film ogląda się nawet przyjemnie, lecz jego zawartość nie jest na tyle ciekawa, by film nie uleciał z głowy chwilę po seansie. To po prostu kulisy jednej z wielu podróży rapera oraz powstawania ostatniej płyty. Dokument nie wykorzystuje okazji by być czymś więcej niż produkcją dla fanów, w której Quebo uchyla rąbka tajemnicy o sobie. A jeszcze pozostawia wrażenie, że aby dotrzeć do pełnego obrazu Kuby Grabowskiego lepiej odsłuchać sobie jego płytę.

Redaktor

Kinonarkoman. Fan J. Chastain, M. Wasikowskiej i kina azjatyckiego (w szczególności południowokoreańskiego). W wolnych chwilach ogląda piłkę nożną i udaje, że prowadzi bloga. Kontakt: k.stawinski@moviesroom.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Front pisze:

Interesujące zjawisko. Dokument o muzyku z początku kariery.

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?