W co grają ludzie – recenzja filmu. Czterdzieści lat minęło… | Wiosna Filmów 2020

Nawet jeśli sami nie spotykacie się po latach z paczką znajomych ze szkoły średniej lub studiów, to pewnie oglądaliście jakieś filmy oparte na podobnym koncepcie. Jednym z obrazów, które mogliśmy zobaczyć na tegorocznej, internetowej edycji festiwalu Wiosna Filmów, był fiński komediodramat W co grają ludzie. Oglądając perypetie bohaterów spędzających razem weekend i spoglądających w przeszłość, możemy zastanowić się, czy ich problemy dotyczą również nas. I czy byliśmy kiedykolwiek w fińskiej łaźni.

Dla wielu Polaków słowo Finlandia w pierwszej kolejności kojarzy się z przezroczystą butelką stojącą na półce sklepu spożywczego. Można przeoczyć, że to znajdujący się na północny wschód od Polski kraj znany ze srogich zim i białych nocy. Na ekrany polskich kin bardzo rzadko trafiają obrazy z tego rejonu. Na tegorocznym festiwalu Wiosna Filmów można było (i wciąż można, bo filmy będą jeszcze wyświetlane stacjonarnie) jednak obejrzeć fińską wariację na temat włoskiego przeboju sprzed kilku lat – Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie. Historia inna, ale podobne elementy – grupka znajomych, alkohol, tajemnice, romanse i konflikty. Seans W co grają ludzie może być dla nas pewnego rodzaju katharsis, ponieważ wychodzi na to, że Finowie potrafią być jeszcze bardziej patologiczni.

W co grają ludzie

fot. materiały prasowe

Grupa przyjaciół organizuje weekendową imprezę niespodziankę z okazji czterdziestych urodzin Mitzi. Znajomi mogą powspominać dawne czasy przy lejącym się alkoholu. Okazuje się, że jubilatka wcale nie jest zachwycona tym pomysłem, a sytuacja dodatkowo się komplikuje, gdy na miejsce przybywa Veronika z nowym partnerem Mikaelem, który jest pochodzącym ze Szwecji aktorem. Zamiast beztroskiej zabawy odżyją dawne romanse, pojawią się nowe konflikty, a bohaterowie będą mogli spojrzeć na dotychczasowy dorobek swojego życia. Tylko co, jeśli okaże się rozczarowujący?

Zobacz również: Jestem REN – recenzja filmu. Perfekcyjna Pani Domu | Wiosna Filmów 2020

Nie martwcie się o to, że powtórzy się znany z Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie motyw z odczytywaniem na głos wszystkich wiadomości z telefonu i odbieraniem połączeń na głośnomówiącym. Smartfony dosyć szybko pójdą w odstawkę, ponieważ bohaterowie zdecydują się ich nie używać aż do końca wyjazdu. Dzięki temu będą zmuszeni do ciągłej interakcji, rodzącej niespodziewane problemy. Reżyserka Jenni Toivoniemi kreśli słodko-gorzki portret zagubionych ludzi dobiegających czterdziestki. Niektórzy nie potrafią zapomnieć o przeszłości, a inni wchodzą w kolejne bliskie relacje, myśląc przede wszystkim o sobie. Ósemka bohaterów naszkicowana jest zresztą na podstawie prostych stereotypów. Cicha myszka, umięśniony aktor, żartowniś, intelektualista, rozchwiana emocjonalnie blondynka, perfekcjonistka i dwójka najmłodszych, którzy ukrywają swój związek w obawie przed oceną innych. Te stereotypy zostają ożywione dzięki dobrze napisanym dialogom. Rozmowy toczą się w różnych językach, ponieważ z Mikaelem można się porozumieć jedynie po szwedzku lub angielsku.

W co grają ludzie

fot: materiały prasowe

Trudno się nudzić, gdyż pomimo tego samego miejsca akcji, czyli odciętej od świata wyspy, akcja rozwija się w dynamiczny sposób. Widz poczuje się raczej jak uczestnik wydarzeń, a nie jak jedyny trzeźwy patrzący ze skwaszoną miną na kolejne ekscesy podpitych znajomych. Szkoda więc, że Toivoniemi poszła w swoim scenariuszu o kilka kroków za daleko. Zwroty akcji w pewnym momencie skręcają w stronę telenoweli, kiedy konfiguracje romansów i zdrad zaczynają wyrastać ponad normę. Choć oczywiście każda grupa przyjaciół rządzi się swoimi prawami i być może to tylko dla mnie niektóre sytuacje wydają się być już zupełnie absurdalne. W każdym razie płynie z tego raczej przygnębiający wniosek, że często utrzymujemy kontakt z dawnymi znajomymi, po wielu latach nie mając z nimi zbyt wiele wspólnego. Przedstawiona w filmie przyjaźń polega bowiem głównie na braniu, a bohaterowie zapominają o ewentualnych konsekwencjach swoich czynów.

Zobacz również: W głębi lasu – recenzja drugiego polskiego serialu Netflix. W lesie wtedy nie zasnął nikt…

Jak już wspomniałem, reżyserka potrafi opowiedzieć historię w atrakcyjny sposób. Pomaga w tym montaż podporządkowany nie tylko kolejnym aktywnościom, ale również intensywności imprezowania. Kamera jest blisko bohaterów, ale zachowuje odpowiedni dystans, dzięki czemu czujemy jakbyśmy znajdowali się gdzieś obok nich. Na taką produkcję wystarczył na pewno stosunkowo mały budżet, ponieważ za wyjątkiem pierwszych i ostatnich scen, cała akcja rozgrywa się w jednym miejscu. Solidną robotę wykonuje anonimowa z perspektywy polskiego widza obsada. Z łatwością można uwierzyć, że to ludzie mający wspólną przeszłość, powiązani trudnymi, emocjonalnymi więzami. Bawi ironiczna rola znanego z serialu Upadek królestwa Christiana Hillborga, który z dystansem ogrywa wizerunek skandynawskiego aktora odnoszącego sukcesy w Hollywood. Bo choćby wszystko się paliło i waliło, to nie można odmówić, gdy pojawia się propozycja zagrania u samego Martina Scorsese!

W co grają ludzie

fot: materiały prasowe

Kiedy zbliżają się ostatnie sceny W co grają ludzie, a bohaterowie wyruszają w podróż powrotną, to zostaje wrażenie pewnej pustki. Zarówno tej dotyczącej ich życia, jak i samego scenariusza. Poza rozrywką pozostaje niewiele miejsca na refleksję, a przecież nie mamy wątpliwości co do tragikomicznego charakteru filmu. Toivoniemi pogubiła się niestety razem ze swoimi bohaterami i w finale zatraciła realizm opowiadanej historii. Choć gwarantuję, że jeśli będziecie próbowali pić równo z uczestnikami imprezy, to może docenicie całość o wiele bardziej. Albo urwie Wam się film.

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Fan westernów, kina noir i lat 80. Woli pisać o filmach niż o sobie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?