Astonishing X-Men tom 3: Dopóki starczy tchu – recenzja komiksu

Odnoszę wrażenie, że Marvel nie bardzo wiedział, co robić z mutantami w czasie Marvel NOW! 2.0. Zapewne częściowo spowodowane było to niejasną sytuacją co do praw do postaci, stąd też silna ekspozycja Inhumans w tamtym okresie. Ja obstawiam tezę, że wydawca po prostu nie miał pomysłów, choć już lepsze przeciętne serie, niż ich brak, jak w przypadku Fantastycznej Czwórki. W poprzednich dwóch tomach Astonishing X-Men powrócił mentor zespołu – Charles Xavier, ale jeśli spodziewacie się rozwinięcia tego wątku, to jeszcze poczekacie. X pojawia się na chwilę, ale Astonishing X-Men tom 3: Dopóki starczy tchu to nowy autor i nowy story arc. Na scenę wkracza Havok i kilkoro mutantów, którzy przypomnieli o sobie po czasie nieobecności.

Strona komiksu Astonishing X-Men tom 3: Dopóki starczy tchu

Alex Summers nie miał ostatnimi czasy zbyt dobrej passy, a pozycja lidera w Drużynie Jedności nie należała do światłych przywództw. Do tego dochodzi strata brata oraz szeroko rozumiany chaos w świecie homo superior. Mimo to Havok stara się wrócić do zawodu i nawet rekrutować swój zespół. Ponownie bowiem na horyzoncie pojawiają się Reavers, a przy zachwianej pozycji X-Men mogą sobie pofolgować na niekorzyść homo superior. Na drodze staje im grupa dość szczególna. Złożona bowiem z dzieci atomu zwykle stojących w drugim szeregu, choć bez których świat X-Men byłby o wiele mniej ciekawy.

Strona komiksu Astonishing X-Men tom 3: Dopóki starczy tchu

Na przestrzeni lat Marvel stworzył wielu mutantów, wśród których niektórzy zapisali się w historii bardziej niż inni. Na łamach Astonishing X-Men tom 3: Dopóki starczy tchu mamy w jednym teamie Colossusa, Dazzler i Warpatha. Każdy z nich miał swoje pięć minut, lecz taka mieszanka może okazać się wybuchowa. X-Men słyną jednak z tego, że często są mozaiką różnych charakterów i choć tutejsza grupa bardziej pasuje mi pod hardkorowych X-Force, to Rosenbergowi wyszła ta sklejka akceptowalnie. Choć skoro już powstała, to mogła cieszyć czytelnika nieco dłużej…

W Astonishing X-Men Annual #1 dostajemy mały powrót do przeszłości. Oryginalna czwórka X-Men spotyka się z Charlesem Xavierem w tym samym miejscu, co wiele lat wcześniej. Co prawda Xavier każe tytułować się po prostu X, a Cyclops z oczywistych względów jest nieobecny. Rosenberg pokazuje, że nietolerancja wobec homo superior nie zmieniła się od dekad, ale sami X-Men ulegli wielu przemianom. Widowiskowa scena z Angelem, czy raczej Archangelem to zdecydowanie najlepszy moment tego albumu.

Komiks prezentuje się ładnie i Greg Land czyni dobrą rzemieślniczą robotę, ale… no właśnie. Zapewne coś mi umknęło w niewydawanych u nas tytułach ze świata mutantów, ale  Dazzler w bardziej punkowej wersji i Alex poznaczony bliznami zdecydowanie lepiej pasowaliby do naprędce powstałego zespołu. Niemniej rysunki Landa nie dają powodów do zbyt dużego narzekactwa i nie brakuje im werwy godnej przygodowej historii z mutantami. Tom wzbogacają też plansze Travela Foremana, który wprowadza trochę więcej dojrzałości.

Strona komiksu Astonishing X-Men tom 3: Dopóki starczy tchu

Astonishing X-Men tom 3: Dopóki starczy tchu to stabilny średniak. Na rynku nie brakuje dobrych tytułów z X-Men, jak choćby New X-Men Morrisona czy Era Apocalypse’a. Dlatego może warto przeczekać ten okres Marvela do czasu runu Hickmana lub Uncanny X-Men Rosenberga, które przywracają niesłusznie ukatrupione postaci do żywych i stabilizują sytuację. Ten album to twór nieposiadający spektakularnych wad, a miejscami przywracający przygodowy klimat przygód X-Men sprzed ich konfliktu z Avengers. Przy obecnej ilości wydawanych komiksów włożyłbym go na półkę, którą można pominąć, choć kolekcjonerów i fanatyków X-Men te tezy nie przekonają. Jeśli chodzi z kolei o postać Havoka, to wypatrujcie maja, w którym Egmont zaserwuje mały team-up Summersa z Loganem.


Okładka komiksu Astonishing X-Men tom 3: Dopóki starczy tchu

Tytuł oryginalny: Astonishing X-Men vol.3: Until Our Hearts Stops
Scenariusz: Matthew Rosenberg
Rysunki: Greg Land, Travel Foreman
Tłumaczenie: Maria Jaszczurowska
Wydawca: Egmont 2021
Liczba stron: 144
Ocena: 65/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nowe technologie

Wejdź do świata nowych technologii na: Tech-Room logo
Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?