Advertisement
Advertisement

Avengers: Nie poddamy się – recenzja komiksu

Run Marka Waida był połączeniem zupełnie nowego wcielenia Avengers z klasycznym podejściem do ich przygód. Nowi, bądź odświeżeni bohaterowie napotykali dość standardowe problemy, które często były po prostu odkurzeniem starych przeciwników i nieco zardzewiałych motywów z przeszłości. Finalnie mogę stwierdzić jedynie, że nie było źle, ale nie będę tęsknił. Dość jednak o tym. Superbohaterowie z różnych środowisk znów łączą siły, gdy pewien maniak rozgrywek typu battle royale łakomie patrzy na Ziemię i wciela w życie swój plan. Brzmi jak koncepcja rodem z lat 70, ale wierzcie mi na słowo, jest zaskakująco dobrze.

Strona komiksu Avengers: Nie poddamy się

Tak zwani Starsi Wszechświata to grupka istot dość potężnych, lecz moim zdaniem przejawiających pewne niepokojące objawy. A to jeden kolekcjonuje rozmaite artefakty i to najczęściej sposobem kleptomańskim, a to kolejny ma bzika na punkcie swojej siły. Najciekawszy jest jednak Grandmaster. Od kiedy w jego rolę wcielił się Jeff Goldblum, zacząłem dostrzegać, że bliżej mu nie do antycznego cesarza, stawiającego ludzi o niezwykłych zdolnościach na arenie, a do zblazowanego pana w późnym średnim wieku, który nie wie co ze swoją potęgą i samym sobą począć. Wmanewrowuje więc różne składy Avengers i inne grupy, jak choćby Czarny Zakon, w swoją grę. Gdzieś w oddali grają rodzinne zaszłości i pomyślałem nawet przez chwilę, że Marvel powinien dać tej stukniętej menażerii coś własnego.

Cała przygoda to jedna wielka bitwa dobrych ze złymi. Żadnych prób psychologizowania. Zero zapowiedzi wielkich rewolt. Herosi/złoczyńcy mają zdobyć, pokonać i być zwycięskimi. I bardzo dobrze, bowiem po Tajnym imperium  potrzebowali oni porządnego odstresowania. A nic tak nie spuszcza pary superludziom, jak przepychanki z innymi superludźmi. A fakt, że przy okazji Nie poddamy się jest zalążkiem porządków po praktycznie niezmieniającym się Marvel NOW! 2.0? Połączenie praktycznego z pożytecznym. Cieszy mnie również to, że mając na głowie utrzymanie kosmicznego tempa akcji, twórcom nie umknęły sprawy osobiste bohaterów, zwłaszcza między panami w fiolecie i zieleni.

Strona komiksu Avengers: Nie poddamy się

Marvel zazwyczaj dba o oprawę co większych tytułów i Avengers: Nie poddamy się nie jest wyjątkiem. To, co tworzą Kim Jacinto czy Paco Medina, mogłoby sprawdzić się zarówno w czymś donioślejszym, jak i w prostej trykociarskiej szarpaninie. A fakt, że Nie poddamy się ma tylko jakiś procent tego pierwszego sprawia, że graficznie wszystko jest dopasowane. Najbardziej podoba mi się to, że artyści nie poszli na łatwiznę z tą całą pirotechniką. Świetnie prezentują się kadry z Quicksilverem, który od lat powinien dostać większą rolę, choćby równą Flashom, a tu ma co nieco do wybiegania. Równie dobrze jest z powracającym herosem, którego obecności trochę brakowało. Ponownie też dostajemy okładki Marka Brooksa, który powinien robić plakaty dla MCU i nie tylko.

Strona komiksu Avengers: Nie poddamy się

Avengers: Nie poddamy się jest dla mnie pewną próbą powrotu do przygodowego ducha tej grupy. Mark Waid, mimo talentu, z powodów logistycznych nie zdołał rozbujać całkiem nowego, a jak się okazało tymczasowego składu Mścicieli i historia ta powoli szykuje nas na run Jasona Aarona. I nie tylko. Pojawiają się postaci, które niebawem zagoszczą w solowych seriach, skądinąd naprawdę przyzwoitych. Omawiana historia sama w sobie bez problemu mogłaby stać się czymś hitowym. Eventem lepszym niż II wojna domowa czy Avengers kontra X-Men, gdyby nie był przejściówką między Marvel NOW! 2.0 i Marvel Fresh. Niemniej komiks ten  warto mieć na półce, zwłaszcza jeśli ktoś jest fanem generycznych przygód Mścicieli jeszcze sprzed ery Bendisa, ale źle znosi staroszkolne pozycje.


Okładka komiksu Avengers: Nie poddamy się

Tytuł oryginalny: Avengers: No surrender
Scenariusz: Al Ewing, Jim Zub, Mark Waid
Rysunki: Kim Jacinto, Pepe Larraz, Paco Medina

Tłumaczenie: Marek Starosta
Wydawca: Egmont 2021
Liczba stron: 400
Ocena: 75/100

Dziennikarz, gitarzysta, miłośnik sztuki wszelakiej. Za autorytety stawiający sobie Alana Moore'a, Jimmy'ego Page'a i Julesa Verne. Osobnika tego można spotkać starówkach miast Rzeczypospolitej, które traktuje jak wehikuł czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nowe technologie

Wejdź do świata nowych technologii na: Tech-Room logo
Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?